poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Czy wszystkie E… to konserwanty?

Z reguły, kiedy ludzie czytają listy składników na produktach spożywczych, nazywają wszystkie „substancje E…” konserwantami. Nazywając rzeczy po imieniu, zgonie z wymogami prawa, ogólna nazwa na „substancje E…” to tzw. substancje dodatkowe. Nie są one typowymi składnikami żywności, ani nie są samodzielnie spożywane, a nad pozwoleniem do ich wykorzystywania czuwa komisja FAO/WHO oraz EFSA (Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności). Natomiast konserwanty stanowią jedynie podgrupę substancji dodatkowych.



Konserwanty są wykorzystywane jako związki zwiększające trwałość żywności. Konserwanty zapobiegają skutkom działania drobnoustrojów, czyli grzybów i bakterii, również tych chorobotwórczych. Najpopularniejszymi związkami jest kwas benzoesowy wraz jego pochodnymi. Przeciwutleniacze tworzą drugą grupę związków zwiększających trwałość produktów. Zapobiegają one głównie szkodliwemu oddziaływaniu tlenu, np. w odniesieniu do tłuszczy. Przykładem takiej substancji jest kwas askorbinowy, czyli witamina C.

Substancje dodatkowe mają wielu przeciwników. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że były stosowane już w starożytności, np. w Egipcie ditlenek siarki (E220) jako konserwant, aż do teraz. Użycie jakiejkolwiek substancji dodatkowej wymaga uzasadnienia i zgody EFSA. Jednak w przeszłości ani nie było tak dużej ilości rozmaitych substancji, ani nie były stosowane na tak szeroką skalę, a efekty kumulowania się tych związków w organizmie mogą być trudne do przewidzenia.

Nie da się skutecznie unikać substancji dodatkowych, a nawet ich obecność w niektórych produktach może wzbudzać poczucie bezpieczeństwa ze względów bakteriologicznych. Wraz z postępem technologii, zmniejsza się wykorzystywanie substancji dodatkowych, na rzecz metod fizycznych oraz zwiększenia higieny produkcji.  Jedno jest pewne. Jak we wszystkim należy zachować umiar.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz