Z reguły, kiedy ludzie czytają
listy składników na produktach spożywczych, nazywają wszystkie „substancje E…”
konserwantami. Nazywając rzeczy po imieniu, zgonie z wymogami prawa, ogólna
nazwa na „substancje E…” to tzw. substancje dodatkowe. Nie są one typowymi
składnikami żywności, ani nie są samodzielnie spożywane, a nad pozwoleniem do
ich wykorzystywania czuwa komisja FAO/WHO oraz EFSA (Urząd ds. Bezpieczeństwa
Żywności). Natomiast konserwanty stanowią jedynie
podgrupę substancji dodatkowych.
Konserwanty
są wykorzystywane jako związki zwiększające trwałość żywności. Konserwanty
zapobiegają skutkom działania drobnoustrojów, czyli grzybów i bakterii, również
tych chorobotwórczych. Najpopularniejszymi związkami jest kwas benzoesowy wraz
jego pochodnymi. Przeciwutleniacze tworzą drugą grupę związków zwiększających
trwałość produktów. Zapobiegają one głównie szkodliwemu oddziaływaniu tlenu,
np. w odniesieniu do tłuszczy. Przykładem takiej substancji jest kwas
askorbinowy, czyli witamina C.
Substancje
dodatkowe mają wielu przeciwników. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że były
stosowane już w starożytności, np. w Egipcie ditlenek siarki (E220) jako
konserwant, aż do teraz. Użycie jakiejkolwiek substancji dodatkowej wymaga
uzasadnienia i zgody EFSA. Jednak w przeszłości ani nie było tak dużej ilości
rozmaitych substancji, ani nie były stosowane na tak szeroką skalę, a efekty
kumulowania się tych związków w organizmie mogą być trudne do przewidzenia.
Nie da się
skutecznie unikać substancji dodatkowych, a nawet ich obecność w niektórych
produktach może wzbudzać poczucie bezpieczeństwa ze względów
bakteriologicznych. Wraz z postępem technologii, zmniejsza się wykorzystywanie
substancji dodatkowych, na rzecz metod fizycznych oraz zwiększenia higieny
produkcji. Jedno jest pewne. Jak we
wszystkim należy zachować umiar.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz